piątek, 24 października 2014

Rozdział 32

- I tak wszyscy jesteście zwolnieni. - wyszedłem z budynku i wróciłem do pseudo domu. Spakowałem wszystkie jej rzeczy i postawiłem przed drzwiami. Kiedy przyszła CoCo wziąłem tylko małą do domu, a jej nawet nie wpuściłem.
- A mama dwa była dzisiaj w gazecie - powiedziała mi córka.
- CoCo nie dręcz mnie.. nie mam już siły..
- Mamusia zaprosiła nas na obiad. Robilyśmy ciastka, a wujek Lou i ciocia zabrali nas na basen. Wiesz, że Nadi pływała? No z mamą, ale tak ruszała nóżkami. Było fajnie.
- CoCo przepraszam wiesz  ? Wybacz, że jestem tak beznadziejnym ojcem i Cie skrzywdziłem. -Przytuliła się do mnie. 
- Poprosiłam Mikołaja o uśmiech taty i braciszka. Ciekawe czy mi da.
- CoCo.. zostaliśmy sami..
- Nie , wcale nie. Jeszcze jest mama no i siostrzyczka.  Nie smutaj Tatku - Pocałowała mój policzek.
- Nie CoCo.. Mama  tutaj nie wróci.
- To my  pójdziemy do mamy. Ubieraj butki. - położyła mi rączki na policzkach. - Spróbujesz ciasteczek.
- Nie mogę tam iść CoCo.. Ona mnie nienawidzi.
- Pewnie tak, ale ja chcę. Chodź. - przytuliła się mocniej. Pojechaliśmy do mieszania dziewczyn. Słysząc Proszę Weszliśmy do środka . nie byłem pewny siebie, ani trochę. - Tak, pięknie jesz. No jasne, ubrudź mnie jeszcze. - Rene siedziała w kuchni z Małą w krzesełku. Bluzkę miała pomarańczową od marchewki.
- Umm.. cześć.. - stanąłem w drzwiach i trzymałem ręce na ramionach CoCo.
- Cześć - odłożyła plastikowy kubek i wytarła najpierw Nadi, a później siebie.
- CoCo prosiła, żebym z nią do Ciebie przyjechał. - nie patrzyłem na nią. Nie umiałem.
- Ciesze się. - Pocałowała w policzek małą. - Chcesz to zostań na obiad, tylko muszę się przebrać - mruknęła. Zdjęła bluzkę i ominęła mnie wychodząc z kuchni.
- CoCo ja nie mogę.. - szepnąłem do córki.
- Tatuś zostań - poprosiła. Drugą córka uśmiechała się machając rączkami. Wróciła Rene. - Jak nie chcesz zostać to rozumiem. Chciałam tylko o coś spytać - stanęliśmy w korytarzu. Była..obojętna ale nie zimna. - Chodzi o święta. Nie wiem jak je spędzasz, a chciałam Nadi i Coco zabrać do rodziców.
- A ja chcę zabrać je do mojej rodziny. - nadal nie potrafiłem spojrzeć jej w oczy.
- Więc jeden dzień u was jeden u mnie. - Zagryzłem wargę, żeby się nie odezwać.
- Może tak być? No chyba ze jeszcze rodzice...Ugh Rose czy coś.
- Rose ze mną nie mieszka, nie jest i nie ma prawa do CoCo. - wbiłem wzrok w sufit.

- Co za refleks - mruknęła do siebie. - Nadi raczkuje.
- Super.. Dasz się zaprosić na kolację ?
- Harry.
- Proszę. - odważyłem się spojrzeć jej w oczy.
- To tylko kolacja i dobrze to wiesz - poszła do dzieci.
- To Ty dałaś jej prochy ?
- Dałam? Dzieliła się ze mną, ale nie wzięłam. Miałam tylko wino i cukier puder w torebeczce..
- Umm... Dlaczego to zrobiłaś ?
- Chciałam zobaczyć jak długo wytrzyma. Boje się o Coco. A to z nią spędzała najwięcej czasu.
- A mnie wydaje się, że weszłaś w głupią grę. CoCo chodź. - wziąłem dziewczynkę i wyszliśmy.
-Tata zostaw. Chcę tam.
- Ty też mnie zostawisz ?
- Harry Zaczekaj - wyszła z małą na rękach.  - Nie chciałam cię urazić ale ty tez mnie mocno zraniłeś. I nie wiem czy uda mi się pozbierać kawałki siebie. Ale nie chce się kłócić. - Ze łzami w oczach odwróciłem się w jej stronę. 
- Zajmij się CoCo jak mnie zabraknie. - poszedłem sam w stronę samochodu.
-  Harry - podała jej małą i pobiegła za mną. - Proszę...Wszystko powoli.
Tak dalej cie kocham i tak walczyłam o ciebie ale oboje potrzebujemy czasu.
- Nie mam już po co żyć wiesz ?
- Masz. Nasze...córki.
- Które nie chcą ze mną przebywać.
- Chcę z wami - mówi Coco.  Oparłem się łokciami o dach samochodu, a twarz schowałem w dłoniach
- Harry, skomplikowałeś wszystko i nie wiesz jak to boli ale chcę...po prostu chodź zjemy obiad.
- Nie zasługuje..
- Być może. Na miłość nic nie poradzę.
- Też Cie kocham
- Chodź - wróciliśmy do mieszkania w czwórkę. Trzymałem Nadine na kolanach. CoCo karmiła brunetka. Za błędy trzeba płacić. CoCo w sumie umie już jeść sama ale wtedy wszystko jest brudne. Chciałem coś zaproponować Renesmee ale nie wiem czy to dobry pomysł. Patrzyłem na nią przygryzając wargę.
- Taaaata. - Nadine stukała łyżką. Rene zerwała się z krzesła i porwała ją na ręce, a potem wycałowała. A ja byłem w szoku. Biłem się z własnymi myślami co zajebiście mnie dołowało.
- Ślicznie kochanie, powiedziałaś pierwsze słowo. Tata tez jest dumny, prawda? - spojrzała wprost na mnie.
- Tak.
- Jedz - powiedziała jeszcze a potem uśpiła dziewczynki. To teraz będzie niezręcznie. Siedziałem na kanapie wyprostowany jak jakiś pojeb. Renesmee podała mi herbatę. - To jak że świętami? - usiadła na fotelu.
- Dzięki. Nie wiem.
- Zabrałbyś je w Boże narodzenie a ja na Wigilię. Myślę, że to dobry kompromis.
- Albo zaprośmy rodziny do mojego domu i spędzimy święta wszyscy razem.
- Nie wiem czy - odwróciła wzrok. - moi rodzice będą przychylni...
- Jasne. Weź sobie dzieci. Co tam.
- Nie mów tak, przecież ci ich nie zabieram. I to nie moja w..No więc masz inny pomysł ?
- Nie.
- Porozmawiam z nimi.
- Jak chcesz..
- Nie chce, aby żadna ze stron  czuła się pokrzywdzona. Wróciłam na studia - patrzyła w swój kubek. - I mam dobrą pracę.
- Ciesze się.
- Jest dobrze.
- Chociaż  u Ciebie.  - wypiłem szybko herbatę. - Nie będę zajmował Ci więcej czasu. Cześć. - wziąłem kurtkę i chciałem wyjść, ale mnie zatrzymała.
- Zostań. Myślę, że siedzenie samemu nie pomaga. Ja to przerabiałam - powiedziała cicho. - Poza tym boje się, że zrobisz coś głupiego.
- A jak zrobię to co ? Nic.
- Znów myślisz tylko o sobie.
- Nikogo to nie zaboli.
- Mnie to boli. Dalej chcesz ranić?
- A znęcanie się nade mną jest ok ?
- Znęcam się nad tobą? W jaki sposób? Próbuję ci pomóc mimo wszystko wiesz Harry? - Przyjebałem z całej siły głową w stół. Zabije się. Potarła moje ramiona swoimi dłońmi. Usiadła na krześle.
- Musze wyjść. - zerwałem się i prawie wybiegłem przed blok. Usiadłem na ławce i schowałem twarz w dłoniach. Musiałem ochłonąć. Otarłem łzy. Skomplikowałem swoje życie. Nie wiem czy sam czy zrobiła to Rose. Ale ja potrzebuje dzieci...potrzebuje mojej rodziny. Chcę odzyskać Renesmee, ale ona do mnie nie wróci.

~ Renesmee. ~

 Patrzyłam na niego przez okno. Zranił mnie, skrzywdził jak nikt inny ale wciąż go kochałam i na pewno nie chciałam aby zrobił coś głupiego.. Wzięłam kurtkę i zeszłam do niego. Stanęłam za nim bujając się na stopach. Płakał. Wiem, że płakał.
- Harry...- szepnęłam. - Nie chciałam...cie zranić.
- Sam siebie zraniłem Renesmee.
- Zawsze chciałam, aby moje dzieci miały normalny dom - usiadłam obok. - Czy możemy być w dobrych kontaktach ? Spróbować to odbudować powoli.
- Mogę Cie o coś zapytać ? Nie wyczuwaj w tym podtekstów. Chodzi głównie o dzieci.
- Więc słucham..
- Wróć z Nadi do domu. Ty będziesz miała swoją sypialnie, ja swoją, a dzieci nas oboje. To lepsze rozwiązanie nich przemeblowanki co weekend. Przeczesałam swoje włosy palcami. 
- Po nowym roku.
- To jeszcze miesiąc. Nie będę wchodził Ci w drogę.
- To nie oto bardziej chodzi. Ja bym chciała ci znów zaufać.
- Jak chcesz mi zaufać kiedy nie będziemy się widywać.
- Harry...- zagryzłam wargę aby się nie rozpłakać. - A jeśli ona znów wróci ?
- Nie chce jej już widzieć. Nie po tym co widziałem.
- Więc kogo tak naprawdę kochałeś ?
- Ciebie.
- Więc po świętach.
- Dzieci nas potrzebują.. Prosze Cie. Wiesz, że ja i tak prawie cały dzień jestem w pracy.
- W zasadzie - Westchnelam. - Ja też pracuje. Nie możesz siedzieć ciągle w biurze. Właśnie. Dzieci potrzebują nas.
- Wróć.. zrobię co zechcesz.
- Bądź sobą.
- Chce Cie pocałować. -  Popatrzyłam na niego. 
- No wiesz, siedzimy pod jemiołą..

32 komentarze:

  1. pierwsza <33 Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Harry to dupek! Ja bym mu nie wybaczyła...
    Ale rozdział świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. ahh ta jemioła :D

    OdpowiedzUsuń
  4. awwwww genialny rozdzial niech wruca do sieb ie

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak mogłaś przerwać w takim momencie? No jak?
    Szybko next! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny jak zawsze :>

    OdpowiedzUsuń
  7. przerwane w najlepszym momencie KOCHAM <3
    +
    +
    +
    zapraszam do siebie: http://revenge-harry-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. http://my-summer-memories-fanfiction.blogspot.com/?m=1 zapraszam ;)

    Rozdział był naprawdę uroczy... Ale na bym jemu nie wybaczyła tak szybko. Sam skomplikował sobie życie i powinien o Rene zawalczyć, a nie użala się nad sobą kiedy tak na serio cierpi Renesme...

    OdpowiedzUsuń
  9. Brak mi słów♥♥♥ super

    OdpowiedzUsuń
  10. Boski, a ty Rose idź się pierdol :D
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Czemu ten moment ? :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Super ;))) czekam na nn;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Jedyne co mnie denerwuje we wszystkich opowiadaniach to to, że główna bohaterka zawsze jest jakaś top modelka albo aktorka... To okropnie zniża moja samoocenę. Długie nogi i płaski brzuch, ja nigdy taka nie będę i za każdym razem mam wrażenie, że chłopak, którego uważam za cudownego nigdy na mnie nie spojrzy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział cudowny <3 Kiedy będzie next ?

    OdpowiedzUsuń