niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 12

A ja umarłam. Stoję na  wieży Eiffla. Wieczorem.. Otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia. Stałam tak długo bez słowa. Wiedziałam, że coś wymyśli ale zaparło mi dech w piersiach. Gładził delikatnie moje ramiona. Mogę umrzeć dla tego mężczyzny. Odwróciłam się i szeroko Uśmiechnęłam do niego. - Cudownie. Dziękuję. - Pocałowałam jego usta.
- Usiądź skarbie.. - poprowadził mnie do małego stolika. Jakiś facet grał na skrzypcach. Jezu..
- Możesz mi się kiedyś tak oświadczyć - zażartowałam opierając dłonie na krześle. Wyjął z kieszeni małe pudełeczko i przesunął w moją stronę. Bałam się otworzyć. Niepewnie wzięłam do ręki malutki przedmiot i uniosłam wieczko. Prawie pisnęłam.
-Jeju.. - Uklęknął przede mną. 
- Wyjdziesz za mnie ? - zszokowana siedziałam na krześle wciąż nie mogąc uwierzyć. Kiwnęłam głową.
- A bardziej przekonująco ? - Otarłam łzy i uśmiechnęłam się. Znów pokiwałam głową. To było piękne, nie umiem racjonalnie myśleć. Założył pierścionek na mój palec i wziął mnie w ramiona. Wtuliłam się w niego. Nie wiedziałam, że wszystko potoczy się tak szybko jak chciał, ale ja go kocham.
- Kocham Cie.. - szepnął.
- Przecież...
- Przecież co ?
- Mówiłeś..
- Mówiłem, że nie przestane jej kochać, ale to nie znaczy, że nie mogę kochać ciebie..- Nie odpowiedziałam. Jeszcze mocniej się przytuliłam. Pocałował mnie w czubek głowy.
-Ja ciebie Tez. - Założył na moje ramiona swoją marynarkę. Było trochę zimno, ale wcale nie chciałam wracać. Mam idealnego narzeczonego.
- Zdradzić Ci sekret ?
- Jaki?
- Zjadłaś ślimaki i żabie udka.
- Wiem co to francuskie jedzenie. Typowe. - Podał mi kieliszek wina. Pycha ! Która to już butelka? A nie ważne. Szybko wypiłam, a on chętnie mi dolał. Wróciliśmy do hotelu późno w nocy. Ostatnie co pamiętam to taniec na łóżku. Obudziłam się naga. W ramionach Harry'ego. Czemu ja jestem naga?!
- Dzień dobry kochanie.
- Daj to - pociągnęłam za kołdrę i owinięta wstałam.
- O co chodzi ?
- O nic - jestem cała czerwona. Wiem o tym. wzięłam rzeczy i pobiegłam do łazienki, prawie się zabijając.
- Renesmee ! - poszedł za mną - Uspokój się. Nie kochaliśmy się.
- Tyle to wiem, krew by była.
- Nie robiliśmy nic.. erotycznego.
- Jestem naga.
- I co z tego ?
- I to, że jestem naga - zamknęłam drzwi i się ubrałam. Jezu, spalę się ze wstydu. On mnie widział nago.
Przemyłam swoją twarz zimną wodą. O cholera...moja głowa. Jak wyszłam z pokoju czekało na mnie śniadanie. Najpierw musiałam znaleźć Ibuprom. I Harry'ego.
- Harry?
- Hm ?
- Masz tabletki?
- Zadzwoń do obsługi.
- Tak, po apap  - mruknęłam i kucnęłam przy torbie szukając jakiegoś leku. Jest. Ciekawe czy mi szybko ból minie. Wyszłam na balkon. Pił kawę i czytał gazetę.
- No to co ciekawego? - usiadłam na krześle.
- Zjedz śniadanie. - wstał i poszedł do łazienki. Popatrzyłam za nim unosząc brew. To chyba ja powinnam być zła, że mnie do naga rozebrał. Musze z nim pogadać. Zjadłam i poszłam do niego.
- Będziesz zły?
- Już jestem.
- Chyba ja powinnam.
- Bo ? Bo pijana rozłożyłaś przede mną nogi, a ja położyłem Cie spać ?
- Więc nie powinieneś być zły, bo to nie moja wina.
- Oskarżasz mnie o okropną rzecz Renesmee.
- Nie oskarżam. Nie zasugerowałam, że mnie nawet dotknąłeś ale po prostu to było krępujące.
- Ale to ty się rozebrałaś i chciałaś kochać.
- Dobra, nie ważne. Więcej nie piję.
- Na jachcie to zrobimy.
- Spokojnie - uniosłam dłonie. - Nigdzie nam się nie śpieszy.
- Jesteś moją narzeczoną. Musimy się wzajemnie zaspokajać.
- Ale to chyba może troszkę poczekać? - spytałam z nadzieją.
- Nie masz się czego bać.
- Zaraz wracam - wyszłam na krótki spacer. Zadzwoniłam do przyjaciółki, aby jej powiedzieć
o  zaręczynach.
- Whow. Szybka jesteś.
- Ja? To nie ja się oświadczam.
- Ale Ty przyjmujesz..
- No przecież go kocham.
- Zróbcie sobie dziecko.
- Jasne. Trojaczki od razu.
- Muszę kończyć, odezwij się jak wrócisz !
- Papa!
- Pa kochana. - Rozłączyłam się i wróciłam do hotelu.
- Spakowana ?
- Chwila - zrobiłam o co pytał.
- Jeszcze to Twoje. - podał mi stanik.
- Ty koniecznie chcesz, żebym się pod ziemię zapadła - schowałam bieliznę.
- Daj spokój Renesmee. Nie musisz się tak wstydzić.
- Idziemy?
- Tak.  - weszli jacyś kolesie i zabrali nasze walizki. Harry zaprowadził mnie do windy.
- Chodźmy schodami.
- Czemu ?
- Mówiłam ci.
- To 20 piętro..- Zamknęłam mocno oczy czekając aż winda zjedzie na dół. Przytulał mnie do siebie.
Wyszliśmy z windy i opuściliśmy hotel. Chciałabym tu jeszcze kiedyś wrócić.
- Przyjedziemy tu jeszcze ?
- Może kiedyś.. - mruknął. Nadal jest obrażony.
- Nie gniewaj się już.
- Nie gniewam.
- Uff. - Ciągle pisał smsy. Nie pytałam juz o nic.
- Przed nami jakieś dwie godziny jazdy. Przekąski i napoje są tam. - wskazał jakiś schowek, który okazał sie mini lodówką.
- Fajnie - wyjęłam książkę i zagłębiłam się w lekturze. Cały czas nos miał utkwiony w telefonie. Jest na mnie zły i o tym wiem. Nie chcę, żeby był. Nie wytrzymałam i mu te komórkę zabrałam. Wyłączyłam, chowając do torebki. Mocno się przytulilam. Przecież on by nie zrobił nic czego bym nie  chciała.
- Przez Ciebie przegrałem w Snake'a ! - zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam się śmiać. Próbowałam złapać jego ręce. Jest taki zwinny. W końcu przestał i wyciągnął dla nas Pepsi. Podał mi moją puszkę. Ja dzisiaj alkoholu naprawdę już nie pije, a to to moje wybawieniem.
- Zaraz będziemy.
- Fajnie.
- Zobacz.. - wskazał palcem okno. Zaparło mi dech w piersiach.

 - Piękne...- Zaparkowaliśmy obok portu. Hazz prowadził mnie między ogromnymi łodziami.. to znaczy jachtami. Wszystkie były takie luksusowe i piękne.
- To ten księżniczko.
- Też piękny.
- Chodź... - Wziął mnie za rękę i weszliśmy na to. Poczułam się jak księżniczka. Chodziłam po jachcie zdumiona. Wszystko było takie eleganckie. Przeważał bez i biel oraz brąz. Poszliśmy do sypialni zostawić bagaże. Sypialnia była wielkości takiej jakiej mamy w domu. Łóżko z ciemnego drewna było przykryte beżową pościelą. Po chwili już na nim leżałam, a Harry był nade mną.

20 komentarzy: