piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 25

~*~

Chodziłam po domu i zbierałam zabawki małej. Wszędzie. Dosłownie wszędzie. Prosiłam, żeby mi pomogła, ale CoCo ostatnio się buntuje i słucha tylko Harry'ego. Nie wiem czemu. Nie kłóciłyśmy się. Siedzi sama na dywanie i się bawi. Nie mam siły. Można się wywrócić o te zabawki.
- CoCo ! Zbieraj te zabawki w tym momencie ! - Louis.
- Nie!
- CoCo mam powiedzieć tacie jak się zachowujesz ? Będzie zły !
- Tatuś nie będzie. Na mnie nigdy nie jest.
- Lou przestań, i tak nie posłucha. - Wziął telefon i zadzwonił do Harry'ego. Jak dał CoCo telefon to mała tylko wyjęczała przepraszam i zaczęła zbierać zabawki. Zdziwiona patrzyłam na nią.
- Coś ty mu powiedział?
- Prawdę. Że CoCo Cie nie słucha i zachowuje się jak księżniczka.
- Zawsze jesteś szczery do bólu. - pokręciłam głową. - A właściwie to co tu robisz? Chcesz coś do picia?
- Przyjechałem zobaczyć co tam u Was. Nie dzięki.
- Miałam pogratulować.
- Czego ?
- Bycia ojcem.
- Aaa.. dzięki.
- Aa proszę. Siadaj - wskazałam na kanapę. Usiadł.
- No i jak Wam się układa ?
- Dobrze. Nareszcie nie męczą go żadne problemy. Chyba że o czymś nie wiem.
- Pytam o Was, a nie o niego.
Westchnęła.
- No...Nas to metafora. Ja jestem tu z CoCo, a gdy Harry przychodzi to chce się nacieszyć córką.
- Przejdzie mu.
- Rozumiem go. W końcu to całe dwa lata.
- Przejdzie mu. Teraz się módlmy, żeby mi wyba
- Wypierdalaj stąd Louis.
- Harry. Zostaw go.
- Renesmee nie wtrącaj się.
- Harry daj spokój. Nie pomagałem Rose jasne? Pożyczyłem jej kasę bo mówiła o chorej matce. A że każdy uwielbiał ją to kto by nie ufał ? Ciebie podobno nie chciała martwić. A to że Później spierdoliła to nie moja wina.
- Co nie zmienia faktu, że mi o tym nie powiedziałeś.
- Pokłóciliśmy się wtedy.
- Teraz też się kłócimy.
- I właśnie tego nie chce. Zawaliłem. Przepraszam.
- Przez te wszystkie lata widziałeś jak cierpię i nic nie powiedziałeś.
- Wolałem aby tak zostało. To, że Cię oszukała zraniło cie jeszcze bardziej.
- Super myślenie Louis.
- Więc wyszło na to samo.
- Twoim zdaniem.
- Proszę Cię.
- Louis zawiodłeś mnie i to cholernie. Jak ja mam Ci ufać ?
- Powiedziałem ci już wszystko.
- Teraz jest troszkę za późno.
- Nie widzisz, że on żałuję?
- Renesmee nie wtrącaj się.
- Będę. To twój przyjaciel. Przyjaciół nie ma się od tak.
- RENESMEE !
- I przyjaciół trudno zdobyć - wyszłam z salonu. Nie będę słuchała tego jak on się na mnie wydziera. Usłyszałam za mną ciche kroki. CoCo. Odwróciłam się do niej. Kucnęłam wyciągając ręce.
Nie mogę jej podnosić, ale przytulać mogę.
- Boje się jak tato krzyczy.
- Ja też się boje.
- Pójdziemy zrobić ciasteczka ? - wtuliła się mocno.
- Tak słoneczko. Chodź - poszłyśmy do kuchni. Piekłyśmy ciastka. CoCo mieszała składniki. Gotujemy razem od kiedy Nialla nie ma. Zajął się wreszcie synem no i pracował w restauracji. Czasami nas odwiedzał.
Tak dziwnie było bez niego. Za to Zayn chyba się wprowadzi. O właśnie wszedł. Tamci dalej dyskutowali. Sypnęłam w niego mąką.
- A ty co ? Lepiej mi ciastko daj, a nie mąkę.
- To sobie zrób.
- Ja nie od tego jestem.
- Jasne.
- No tak. CoCo zrobisz wujaszkowi ciacho prawda ?
- Prawda!
- Moja kochana ! - Zrobiłyśmy mu ciastka. Siedział potem ze mną i CoCo w ogrodzie. Jest już jesień dlatego zrobiłam nam ciepłą herbatę. CoCo rozrzucała liście po całym ogrodzie. Było tak ładnie. Prawie ze idealnie.
- Dzięki. - Hazz usiadł obok mnie i wziął swój kubek.
- Wszystko dobrze?
- Ta, a u Was ? - poczęstował się też ciasteczkiem.
- A co ma być - mruknęłam.
- Nic marudo. - pocałował mnie w policzek. Wtuliłam się w niego. Położyłam rękę na brzuchu. Ale ono się ruszało. Już trochę gruba jestem. Hazz położył swoją rękę na mojej, spoczywającej na brzuchu.
Uśmiechnęłam się do niego.
- Weź wolne. Mam dość widzenia cie trzy czy cztery godziny dziennie.
- Kochanie w przyszłym tygodniu będzie normalnie.. Po prostu jedna z firm dostaje bardzo duże zlecenie i muszę nad tym zapanować.
- No dobrze. - westchnęłam.
- Kocham Was. - pocałował mnie krótko.
- A my ciebie.
- Tatusiu ! - przybiegła do nas CoCo. Wziął ją na kolana i przytulil, uważając aby nie wylać herbaty.
- Tatusiu kupisz mi pieska ? - o nie.. 
- Pieska? Ale wiesz, teraz będziesz mieć brata albo siostrę. Nie ma miejsca na pieska.
- Jak nie ? Tu jest dużo miejsca.
- Nie będzie czasu się nim zajmować. Ja pracuję. Ty chodzisz do przedszkola.
- Tatusiu.. - wzięła jego twarz w dłonie. On ulega. Trzymaj się Harry ! Ja nie chcę psa. Niech on się nie zgadza.
- Jak będziesz starsza Coco.
- Chcę teraz.
- Ale nie musisz mieć wszystkiego co chcesz.
- Ale Tatuś.
- Ale CoCo.
-Proszę.
- Renesmee co o tym myślisz ?
- Wiesz...pies to duży obowiązek.
- No tak, ale pies dobrze wpływa na rozwój dzieci.
- A zdajesz sobie sprawę, że jej się zaraz znudzi?
- CoCo taka nie jest.
- No dobrze.
- Dziękuję ! - dała nam po buziaku. Uśmiechnęłam się do nich. Po jakiejś godzinie wyszłam na spotkanie z Hope.
- Renesmee ? - spojrzała na mój brzuch.
- Dawno się nie widziałyśmy.
- Trochę.
- Idziemy?
- Taak. - Chwilę spacerowałyśmy po parku.
- I jak ci się układa z twoim chłopakiem?
- Dobrze, a Tobie widzę.. nienajgorzej.
- Będę mieć dziecko - uśmiechnęłam się.
- Zauważyłam.. gratuluję.
- Dzięki - uśmiecham się.
- Który miesiąc ?
- Czwarty już.
- Whow..
- Nom..
- I jak sie z tym czujesz ?

~~~~~~~~*~~~~~~~~~
Czytacie - komentujecie :)
Zapraszam http://vanillia-fanfiction.blogspot.com/

16 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Ciekawe co odpowie. x

    OdpowiedzUsuń
  2. harry weź ogar dupe i zacznij się zajmować narzeczona

    OdpowiedzUsuń
  3. Zrąbiste! Czekan na nexta!
    I zapraszam na:
    http://first-look-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hazza ogarnij się:(
    believeit-justinbieber.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Irytuje mnie to jak Harry daje się łatwo urabiać Coco.Ja wszystko rozumiem ,serio.Coco zachowuje się wstrętnie w stosunku do Renesmee,i tyle dobrze,że chociaż za to dostała opierdziel od Harrego :P

    OdpowiedzUsuń